
Chciałem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat Wujków z aparatami. A konkretnie o wspólnym celu czyli o tworzeniu pamiątki dnia lecz o jakże odmiennej drodze prowadzącej jego osiągnięcia.
Po pierwsze - po co zatrudnia się fotografa na własne wesele? Po co zatrudnia się profesjonalistę? Odpowiedź wydaje się prosta - aby zapamiętał ten dzień okiem osoby z zewnątrz. Osoby obiektywnie patrzącej na całe wydarzenie. Osoby która będzie w PRACY a nie na imprezie (dotyczy to też alkoholu z którym niektórzy “fotografowie” ewidentnie mają problem …). I wreszcie osoby która nie będąc gościem będzie skupiała się na fotografii nie mając dylematu czy się bawić czy robić zdjęcia.
W tym momencie dochodzimy do tematu Wujków z aparatami. Ostatnio miałem niezbyt ciekawą sytuację gdzie ponad 8 gości weselnych stwierdziło, że pobawią się w fotografów na weselu. Efektem jak można sobie wyobrazić były dziesiątki zdjęć gdy owe osoby albo wchodziły mi w kadr lub były w bezpośredniej bliskości z Parą Młodą także niszcząc koncepcję mojego kadru. Tak czy owak zdjęcie do wyrzucenia. W głowie mogę naliczyć conajmniej tuzin świetnych sytuacji w których nawet nie przycisnąłem spustu. Po prostu aż szkoda sprzętu bo zdjęcie z automatu do kosza.
Szkoda że ludzie czasami przestają myśleć o tym co dzieje się dookoła. Szkoda że nie są świadomi tego, że ich dobrymi zamiarami tak na prawdę wyrządzają Parze Młodej krzywdę. Szkoda, że zdjęcia które robią są przypadkowe, na trybie automatycznym, dopalane lampą na wprost - efekt zdjęciowy można sobie wyobrazić. Z ciekawości zajrzałem przez ramię jednego z wujków. Fajna lustrzanka (bodajże EOS 400d, EF-s 18-55, 420eX) - do tego lampa na wprost w 100% zdjęć. Efekt zdjęciowy jak z taniego kompakta. Po co inwestować w sprzęt którego możliwości i tak się nie wykorzystuje?
Ktoś mi powiedział - ty jesteś profesjonalistą, masz sobie poradzić. Racja. Jednak są sytuacje których przeskoczyć się nie da. Ważna jest więc profilaktyka. Niniejszym postem ją czynie.



