… ale ostać się trzeba.
Do napisania tego posta skłoniła mnie długa (godzinna) refleksja podczas mojego postoju w korku. Korku który stworzyły setki aut z tysiącami ludźmi w nich uwięzionymi. Tysiącami ludźmi którzy wszyscy na raz mieli genialny pomysł pt. “Hej a może pojedziemy w góry na długi weekend. Najlepiej w sobotę rano gdy nie będzie korków”.
Prostota i geniusz tego pomysłu sprowadził nas wszystkich w ten deszczowy dzień na obwodnicę Krakowa. Trzeba tutaj wspomnieć jeszcze o kolejnym genialnej grupowej myśli “Heeej, jedźmy mimo wszystko. Zapewne prognoza pogody jest nietrafna i będzie piękna pogoda”. Ale wracając do samej podróży tych biedaków i mnie jako ofiary tej sytuacji (bo ja do Zakopanego się nie pchałem, chciałem tylko wrócić ze śląska do domu) …

Podobny 10kilometrowy exodus możemy oglądać tylko w filmach o kataklizmach gdy wszyscy mieszkańcy miast uciekają z miasta a przeciwny pas ruchu jest praktycznie pusty. Drodzy korkowicze - ja wiem że katastrofa Nas zjednoczyła ale nie przesadzajmy. Część Was mogła wziąć urlop w piątek, wyjechać spokojnie oszczędzając mi sprzęgła, hamulców, paliwa i nerwów a Wam całej soboty w korkach. Część z Was mogła jechać gdzie indziej - pewnie w tym momencie tłoczycie się jeszcze na Zakopiance więc mam dla was nowinę: będziecie się tłoczyć do Zakopanego, w Zakopanem, na Krupówkach, w górkach i dolinkach, na Gubałówkę czy pod Krokiew. Aha, będziecie wracać także w korku. Gdzie tu logika Rodacy? No chyba że wy tak lubicie.
A ja lubie tak:

To droga którą dziś wybrałem jako alternatywa kolejnego 25km korka zaczynającego się jeszcze na autostradzie A4 w Szarowie podobno aż do Brzeska ( CB fajna sprawa
).
Pozdrawiam tych co jeszcze stoją…
Na koniec zrugam także siebie ponieważ nie dostrzegłem nadchodzącego sobotniego szaleństwa. Głupi ja.
P.S Chyba jedyną alternatywą na spóźnienie przez korki jest zacząć imprezkę wcześniej :]



Jakbym widział siebie momentami 
